W mediach zawrzało od doniesień o rzekomej „wojnie z pszczelarstwem”. Czy pszczoła miodna naprawdę stała się wrogiem Ministerstwa Klimatu? Eksperci i przedstawiciele branży zabierają głos, obalając fake newsy i wskazując na zupełnie inny, znacznie poważniejszy problem: w Polsce mamy rekordową liczbę pszczół, przy ograniczonej bazie pokarmowej.
Walka o równowagę
Ostatnie dni upłynęły pod znakiem alarmistycznych nagłówków sugerujących, że nowe regulacje rządowe uderzą w polskie pasieki. Punktem zapalnym stał się roboczy dokument dotyczący Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych. Specjaliści uspokajają: to nie jest atak na pszczelarzy, a początek niezbędnej debaty o ratowaniu ekosystemu. Dr Anna Gajda z Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW podkreśla, że narracja o „likwidacji pszczelarstwa” jest szkodliwym uproszczeniem.
– Ochrona dzikich owadów zapylających nie oznacza walki z pszczołą miodną. To znacznie bardziej złożony problem, dotyczący równowagi w ekosystemie – wyjaśnia dr Anna Gajda.
Celem naukowców nie jest usuwanie uli, lecz zrozumienie, jak duża populacja pszczoły miodnej wpływa na dzikie gatunki w warunkach kurczących się zasobów naturalnych. Do dyskusji odniósł się również Przemysław Rujna, Sekretarz Generalny Polskiej Izby Miodu:
– Warto dokładnie zapoznać się z powstałym dokumentem. To nie jest lektura nie do przejścia. Oczywiście, niektóre elementy wymagają dalszej dyskusji czy doprecyzowania, warto jednak uczciwie podkreślić, że zawiera on istotne zapisy dotyczące włączania terenów dla zapylaczy. Myśl „ adoptuj łąkę, a nie pszczołę” to kierunek, o który organizacje pszczelarskie, w tym Polska Izba Miodu, zabiegają od lat. – wyjaśnia Rujna z PIM.
Dyskusja zbiegła się w czasie z wprowadzeniem obowiązkowej rejestracji pasiek, co dodatkowo nasila populistyczne hasła i niepotrzebne emocje. Tymczasem jeszcze na ostatnim posiedzeniu komisji sejmowej to właśnie środowiska pszczelarskie, w tym Klaster Organizacji Pszczelarskich oraz Stowarzyszenie Pszczelarzy Staropolskich, wyraźnie domagały się wprowadzenia elektronicznego systemu nadzoru. Dlatego choć te kwestie występują obok siebie w czasie, nie można ich ze sobą łączyć, a już na pewno nie w negatywnym świetle.
Polska jak USA
Polska Izba Miodu zwraca uwagę na istotny problem, jakim jest zjawisko tzw. „przepszczelenia”.
– W Polsce funkcjonuje dziś niemal tyle samo rodzin pszczelich, co w całych Stanach Zjednoczonych, mimo że USA są ponad 30 razy większe. To pokazuje skalę nasycenia pasiekami – mówi Przemysław Rujna.
W tym kontekście coraz bardziej dyskusyjna staje się kwestia usytuowania pasiek. Lokalizacja uli w rezerwatach przyrody jest w Polsce ograniczana, a przepisy zmierzają do zmniejszenia ich liczby w najcenniejszych przyrodniczo obszarach. Choć pszczoła miodna odgrywa ważną rolę w zapylaniu, może jednocześnie konkurować z rodzimymi, dzikimi zapylaczami. Dlatego w parkach narodowych i rezerwatach pasieki wymagają specjalnych zgód zarządców, a w wielu miejscach są stopniowo wycofywane, by chronić naturalne ekosystemy.
Warto przy tym pamiętać o strukturze sektora: w Polsce funkcjonuje blisko 100 tysięcy pszczelarzy, z czego zdecydowana większość – około 99,9% – to pasieki amatorskie i hobbystyczne. To uzasadnia potrzebę uporządkowania systemu i wprowadzenia skuteczniejszego nadzoru. Właśnie z tych powodów rozpoczęły się prace nad nowymi rozwiązaniami, które wymagają dyskusji.
Tak duże zagęszczenie uli oznacza rosnącą konkurencję o pożytki i sytuację, w której środowisko przestaje być w stanie wyżywić wszystkie owady, co bezpośrednio wpływa na ich kondycję i stabilność produkcji.
Coraz mniej miodu
Mimo że w ciągu ostatniej dekady do sektora pszczelarskiego trafiło około 1,5 miliarda złotych wsparcia, kondycja branży pozostaje trudna. Dynamiczny, często niekontrolowany wzrost liczby uli nie przełożył się na wzrost produkcji.
– Mamy coraz więcej pszczelarzy i pszczół, ale nie przybywa bazy pokarmowej. W efekcie pszczoły konkurują o pożytki, co obniża ich kondycję i wydajność. Tego też w dużej mierze dotyczy praca nad rzeczoną regulacją w Ministerstwie Klimatu – tłumaczy Przemysław Rujna z PIM.
To bolesny paradoks: choć pszczół jest rekordowo dużo, produkcja nie nadąża za potrzebami rynku, a rodziny pszczele stają się coraz słabsze. Statystyki są jednoznaczne: pasieki amatorskie osiągają średnio 12–13 kg miodu z ula rocznie, a pasieki towarowe niewiele ponad 20 kg.
Bez uproszczeń
Eksperci apelują o spokój i odejście od uproszczeń. Dokument będący przedmiotem sporu znajduje się na etapie prekonsultacji i powinien być punktem wyjścia do rzeczowej rozmowy między branżą a administracją.
– Największym zagrożeniem w tej debacie jest język skrajnych uproszczeń. Potrzebujemy spokojnej, eksperckiej rozmowy o faktach – podsumowuje dr Anna Gajda z SGGW.
Wyzwaniem na najbliższe lata nie będzie „walka z pszczołą”, lecz odbudowa bazy pokarmowej – poprzez ochronę łąk i zwiększanie dostępności roślin miododajnych oraz stworzenie systemu, który promuje jakość i zdrowie rodzin pszczelich, a nie tylko ich liczbę.



